🦏 Tylko Umarli Widzieli Koniec Wojny

"Tylko umarli widzieli koniec wojny" ( Platon) Ponad 9 milionów zabitych żołnierzy, 15 milionów rannych i chorych. Tak przedstawia się bilans Wielkiej Nowe przepisy zapewniają ubezpieczenia medyczne nieubezpieczonym Amerykanom i kładą kres dyskryminacyjnym praktykom firm ubezpieczeniowych. Senat przegłosował reformę juz wcześniej. TYLKO UMARLI WIEDZĄ AUDIOBOOK, RYSZARD ĆWIRLEJ • Audiobook ☝ Darmowa dostawa z Allegro Smart! • Najwięcej ofert w jednym miejscu • Radość zakupów ⭐ 100% bezpieczeństwa dla każdej transakcji • Kup Teraz! • Oferta 14707489260 Końcowym akcentem II wojny światowej w Europie była bezwarunkowa kapitulacja Niemiec, która nastąpiła 8 maja 1945. Akt kapitulacji mówił o zaprzestaniu działań zbrojnych przez wszystkie siły lądowe, morskie i powietrzne będące pod dowództwem niemieckim w dniu 8 maja o godzinie 23.01 czasu środkowoeuropejskiego. - Upłynęły dopiero trzy lata od kiedy w Warszawie rządzili narodowo-konserwatywni bracia Kaczyńscy, ale epoka lodowcowa w stosunkach polsko-niemieckich się skończyła – pisze niemiecki W izraelskim nalocie w Strefie Gazy zginęło trzech Palestyńczyków - poinformowały lokalne palestyńskie źródła medyczne, cytowane przez agencję AFP. Czwartek jest drugim dniem izraelskich Pesymiści od dawna prognozowali, że amerykańska gospodarka ma kłopoty. Teraz mogą triumfować: coraz więcej ludzi, którzy zaciągnęli kredyty hipoteczne, nie ma za co ich spłacać, a Opis. Film Jerzego Śladkowskiego o kulisach wstąpienia Polski do NATO. Choć to film historyczny, to w lekki, dowcipny i ciekawy sposób, poprzez wypowiedzi uczestników negocjacji, odsłania prawdziwe kulisy procesu naszego dążenia do Paktu Północnoatlantyckiego. Pokazuje, jaką faktycznie rolę odegrała w nim Polska. Rozmówcy, wszyscy Było warto, bo nie jest przegrane powstanie, które w efekcie prowadzi do wolnej Polski, a do takiej one doprowadziły - przemawiał prezydent Duda. - Warszawiacy, mimo tego, że nie otrzymali 5RqVM4S. Więź 1/2012 Łukasz Grajewski, Mirosław Jankowiak Pińska szlachta – Wiesz, co o Tobie powiedział Statkiewicz? – A co? – On powiedział, że nie jesteś szlachcicem. – Co? Tak mnie znieważył? Wnet mu pokażę swoje szlachectwo! Wincenty Dunin-Marcinkiewicz, Szlachta pińska Wincenty Dunin-Marcinkiewicz był drobnym szlachcicem, niezłym literatem i wielkim przyjacielem ludu białoruskiego. Pisał po białorusku, a jednym z efektów jego pracy był utwór teatralny Szlachta pińska z 1866 roku. Opisał w nim obraz mieszkańców Pińska i innych poleskich okolic, biedną szlachtę od chłopów nie różniącą się wcale, ale mającą duże poczucie własnej wartości. Niespełna 150 lat po publikacji Dunina-Marcinkiewicza, kreślimy jej nowy, współczesny rozdział. Szlachta i basta Irynę Kozak spotykamy siedzącą przy malutkiej niebieskiej kapliczce. Dłubie zaciekle kijkiem w ziemi, myślami jest gdzieś bardzo daleko. – Przed wojną stała tu cerkiew. Komuniści liny zaczepili, traktor podłączyli. Ot, taka polityka durna była w naszych wszystkich republikach – wzdycha. Nową kapliczkę już za Łukaszenki wybudował pewien miejscowy. Dorobił się w Ameryce i dwa tysiące dolarów przeznaczył na zbożny cel. – Tych komunistów to ludzie przeklinali. Oni w Boga przestali wierzyć. I wiecie co? Ci, którzy burzyli, to wszyscy młodo umarli. Jeden na motorze się rozbił, drugi pijany głowę rozwalił – kijek w rękach staruszki nie przestaje pracować. – Kim jesteśmy? Białoruskimi Poleszukami – mówi z przekonaniem. – Mówimy trochę po ukraińsku, trochę po białorusku, trochę po polsku. Wieś, w której mieszka Iryna Kozak, nazywa się Stajki i leży na terytorium białoruskiego Polesia, nieopodal granicy z Ukrainą. Kilkanaście drewnianych chat po obu stronach drogi. Tak zaczęto budować tu za Królowej Bony, która ziemie pińskie i kobryńskie posiadła we wczesnych latach XVI wieku. Rzemieślnicy z Włoch i Holandii tchnęli odrobinę cywilizacji w poleską głuszę. – Chciałabym, aby koło kaplicy postawili pomnik ofiarom wojny. Tylu ludzi zginęło… Tu kiedyś kilkadziesiąt chat było, dzieci pełno, a teraz? Siedmiu ludzi, wszyscy z garbami i kijkami. Ot, takimi jak mój – łza Iryny spada do świeżo wydrążonej kijkiem dziury. – A Stajki to kiedyś była szlachecka wieś. Ale o tym, to niech Wam mój syn opowie. Aleh Kozak gości nas w rozpiętej koszuli, eksponując swój wielki brzuch. – Mama, zrób nam jajecznicę, pomidorów naszych przynieś, koniecznie muszą skosztować – w roli gospodarza Aleh czuje się doskonale. – Historię trzeba znać – rozpoczyna swą gawędę. – Ten nasz Łukaszenka nieszczęsny w ogóle o historię nie dba, a tu przecież Wielkie Księstwo Litewskie było. Nasi przodkowie walczyli z Krzyżakami pod Grunwaldem – stwierdza zadowolony. Według Aleha, Stajki to wieś szlachecka. Tu od zawsze mieszkała szlachta i basta. A po czym poznać szlachtę? – No, chodzili tak samo ubrani, pieniędzy też za dużo nie było. Najłatwiej to po nazwisku. Szlacheckie kończą się na –cki: Dubiniecki, Ostrowiecki. Ale my Kozaki, też ze szlachty – dodaje i wyjmuje zdjęcie swoje pradziada, który służył w Armii Polskiej. – Zresztą sami zobaczycie, jak pojedziecie do wsi obok. Chojno to wieś chłopska. Tam was nikt nie nakarmi. Do chaty może wpuszczą, ale na tym koniec. U mnie zostańcie, po szlachecku was ugoszczę i rybek połowimy – zaprasza ochoczo. W końcu żegna nas wraz z matką po przyjacielsku, zostawia swój adres i telefon – jak znów będziecie, to musicie nas odwiedzić. Soroczki i kapelusze Jesteśmy w gościach u Kleofasa Siewieryna, który jest mistrzem poleskiego rękodzielnictwa. „Żaden festiwal w kraju nie obejdzie się bez jego tradycyjnych słomianych kapeluszy” – można wyczytać w jednym z przewodników po Pińszczyźnie. Takie nakrycia głowy zdobiły niejedną poleszucką głowę. A Poleszuk to kiedyś było zjawisko, dziwo prawdziwe. W międzywojniu przyjeżdżano na Polesie, żeby badać żyjący wśród bagien i lasów prymitywny lud poleski. Ferdynand Ossendowski, Józef Obrębski, Melchior Wańkowicz czy Józef Mackiewicz – przyciągała ich magia przyrody i prostota mieszkających tu ludzi. Kleofas Siewieryn malowniczo opisuje wygląd Poleszuka. – Najbardziej charakterystyczne były łapcie, obuwie wyplatane z łyka brzozy. Chodziło się w takich cały rok – opowiada, trzymając w ręku łapcie własnej roboty. – Oj nie były wytrzymałe. Jak się ludzie wyprawiali do miasta, to i dwie pary na zapas trzeba było zarzucić na ramię. Prawdziwe buty kupowało się u Żyda. W Dawidgródku robili i sprzedawali po wsiach. Ludzie rzadko je ubierali, do cerkwi w łapciach albo boso chodzili i przed samym wejściem nakładali – opisuje z uśmiechem. Chata Siewieryna pełna jest łapci, kapeluszy i tradycyjnych poleskich koszul, zwanych soroczkami, które miejscowa ludność szyła z tkanego własnoręcznie z lnu. – Teraz już nikt tak nie chodzi. W sklepach jest wystarczająco towaru – dodaje, prezentując odzieżowe relikty. – Chcecie wiedzieć, skąd taka nazwa wsi? Wólki powstały po zniesieniu pańszczyzny na terenach trudno dostępnych, gdzie chłopów zostawiano samych sobie. Tutaj powstała Mała Wólka, a cztery kilometry dalej jest Duża Wólka. Dlaczego tak? Bo tutaj mieszkało trzynaście osób, a tam czternaście. – Do naszej Małej Wólki podczas wojny przyjechali Niemcy – Siewieryn kontynuuje swoją opowieść. – Na wozie postawili megafon i puszczali w kółko: „Nie bójcie się, wyjeżdżajcie do pracy do Trzeciej Rzeszy”. Sam się nikt nie zgłosił, ale i tak nas w końcu w czterdziestym trzecim zabrali. Wywieźli do Mulhouse we Francji, gdzie pracowaliśmy w fabryce po dwanaście godzin dziennie. Wraz z Siewierynem przenosimy się na główną ulicę Małej Wólki. – Gdy Francuzi przywieźli nas z powrotem, to okazało się, że Niemcy spalili nasze domy – mówi. Odbudowaliśmy, choć teraz większość stoi już pustych. O tamtych czasach to cztery osoby pamiętają, tylko tyle nas starych zostało. Szwedów wrzątkiem zwalczali – W polskiej szkole skończyłem cztery klasy. Siedem lat to trwało, bo do trzeciej chodziło się dwa lata, a do czwartej trzy. Z nauczycielem po polsku rozmawialiśmy, a ze sobą, proszę pana, po swojemu, tak jak z wami teraz rozmawiam – 87-letni Władimir Ostrowski mieszka w Dzikowiczach, wsi malowniczo położonej nad Prypecią. Dzikowicze to wieś szlachecka. – Jeden z Ostrowskich był dowódcą w oddziałach Wielkiego Księstwa Litewskiego, a jak Szwedzi nas później napadli, to moi przodkowie wrzątkiem ich oblewali, o wieś walczyli – opowiada Ostrowski, który, jak na swoje 87 lat, zadziwia energią i jasnością umysłu. W chacie naprzeciwko mieszka Michał Dzikowiecki, który opowiada nam tę samą historię. Widocznie ich przodkowie walczyli ramię w ramię ze szwedzkim potopem. – Mnie nikt nigdy Poleszukiem nie nazywał. Mojego ojca polska władza bardzo ceniła – mówi. – Teraz ludzie śmieją się ze szlachty, wytykają nas, proszę pana, palcem. Wieś wykupili działkowcy, przyjeżdżają, a historia w ogóle ich nie interesuję. My w tych dwóch chatach z Dzikowieckim się trzymamy. Dwóch ostatnich przedstawicieli szlachty z Dzikowicz bierze nas nad brzeg rzeki Prypeć, gdzie wspominają: – Tu do wojny była piękna piaszczysta plaża – zaczyna Dzikowiecki. – Ludzie przyjeżdżali, grali w piłkę, pływali. Wszystko wyglądało inaczej. Błota były wszędzie. W takich oto czajkach pływaliśmy do krów na pastwisko – pokazuje tradycyjne drewniane łódki przywiązane do starego, zmurszałego mostka. – Do cerkwi też tylko łódką można się było dostać. Dziesiątki czajek podpływało pod sam płot. – A tutaj ryby łowiliśmy – wskazuje palcem Ostrowiecki. – Żydzi od nas kupowali, 50 groszy za kilogram płacili. Płynęli potem do Pińska, gdzie mieli swoje lodownie. A potem dalej: do Warszawy, do Poznania. Tylko, że tam już 2 złote za kilogram dostawali – mówi. Później, podczas obiadu opowiada o handlowej stolicy regionu, jaką był Pińsk. Pod plac targowy, urządzony w centrum miasta, nieopodal pofranciszkańskiego Kościoła, podpływała okoliczna ludność. Dziesiątki czajek wypełnionych towarami cumowało przy brzegu rzeki Piny. Dziś kościoła już nie ma. W 1953 r. został wysadzony przez komunistyczne władze. Plac targowy wybrukowano kostką, a pieczę nad nim sprawuje towarzysz Lenin, podobno jeden z największych na terytorium Białorusi. Co gruncik – Skirmuncik 30 kilometrów na wschód od Pińska, znajdują się Biżerowicze, słynne z obecności rodu Ordów. Ordowie, których nazwisko słusznie kojarzy się z mongolską Ordą, pochodzą od Dżyngis Chana. A przynajmniej tak mówi Maria Janicka, której rodzice pracowali w rezydencji Ordów w Biżerowiczach. – Pałac miał dwa piętra, a ganek wsparty był na czterech kolumnach. Mój ojciec pracował u pana jako ogrodnik. Jako mała dziewczynka latałam po tym ogrodzie. Jeszcze pamiętam grusze, jabłka, pomidory. Jak pan samochodem przyjechał to goniliśmy i spaliny wdychaliśmy. Takie to było dla nas wtedy ciekawe – śmieje się serdecznie. – Za pałacem była fabryka spirytusu. Jak bolszewicy przyszli, to najpierw zburzyli, a później wiadrami spirytus brali. Ziemię kopali i samogon pędzili. Pałac zburzono i nawet pański cmentarz się nie ostał. Ludzie rozkopali szukając złota – dodaje Janicka, która po wojnie kazała sobie zmienić narodowość w paszporcie z polskiej na białoruską. Losy dorobku Ordów ukazują smutne dzieje ziemiaństwa, które kojarzone z opcją propolską często angażowało się w sprawę białoruską. I tak Roman Skirmunt, przedstawiciel starego poleskiego rodu, wspierał dążenia białoruskiego narodu do niepodległości, finansując białoruskojęzyczną prasę. W lipcu 1918 r. objął tekę ministra w rządzie Białoruskiej Republiki Ludowej, quasi-państwa będącego przejawem dążeń niepodległościowych Białorusinów. W 1939 r. na majątek Skirmuntów w Porzeczu nieopodal Pińska napadło okoliczne chłopstwo, podżegane przez sowiecką agenturę. Roman Skirmunt wraz z rodziną został brutalnie zamordowany, a majątek rozgrabiony. Popularna rymowanka „Co gruncik – Skirmuncik, co morda – to Orda”, cytowana przez Marię Janicką, przestała być aktualna. Requiem – My byliśmy pińską szlachtą, a Polacy próbowali nas spolaczyć – z pustego oczodołu Wiaczesława Szałomieckiego co rusz ciekną łzy. Nie wiadomo, czy to wspomnienia tak go wzruszają, czy to po prostu defekt sędziwego ciała. Siedzi na ławeczce przystanku autobusowego. Na tabliczce z rozkładem jazdy odczytujemy zamazaną nazwę wsi: Szałomicze. – No a jakże! – wzburza się pytany o powiązania pomiędzy jego nazwiskiem a nazwą wsi. – Szałomiecki walczył w postaniu przeciwko carowi. Tam, gdzie jezioro było – pokazuje palcem w bliżej nieokreślonym kierunku – tam pojmano powstańców. Wszystkich wysłano na Sybir – zamyśla się. – Powstańcy, zasrańcy – do rozmowy włącza się towarzysz z ławki obok. – Co ty im za brednie wygadujesz? Jakaż to z nas szlachta? – głośno komentuje i przedstawia się. Arkadyj Połchowskij nie jest typem sentymentalnym, jak Szałomiecki, jego kolega. – Za cara, za pańskiej Polszy, za sowietów, teraz też to wszystko gówno, a nie życie. Szałomiecki wstaje, opierając się o laskę i ripostuję: – Jak nie szlachta? Jak chłopi panu drogę budowali, to my nie musieliśmy. Podymnego i świetlnego też nie płaciliśmy – tłumaczy. Wyjaśniają, że podymne trzeba było płacić za dym z komina, który leciał na drogę, a jak ktoś miał za duże okno i za dużo światła mu wpadało do chaty, to płacił świetlne. – I co z tego, skoro chleb na liściach klonu do pieca wsadzaliśmy i tak, jak wszyscy piekliśmy – kontruje Połchowskij. W końcu obaj zgadzają się co do istnienia szałomickich powstańców styczniowych. – Jeszcze przed wojną, w 1939 roku wójt, też Szałomiecki, postawił powstańcom pomnik z orłem, koło tego jeziora, gdzie zginęli. Jak ludzie widzieli, że sowieci się zbliżają, to rozebrali i wrzucili do wody – relacjonuje Połchowskij. Potomek wójta przypomina sobie drugą zwrotkę hymnu polskiego. – Dał nam przy-kład Bo-na-parte – niezdarnie intonuje, a z oczodołu znów płynie łza. Arkadyj stuka się w głowę: – Ech, widzicie go! Toż to wariat. Posłuchajcie mnie przez chwilę. Tu wszędzie błota były, na boso do lasu chodziliśmy. W czasie wojny gnębili nas policaje, a musicie wiedzieć, że to sami Ukraińcy byli. Jak po wojnie kołchoz zbudowali, to trzeba było konia oddać. Potem 30 lat jeździłem na traktorze. A teraz wieś umiera, dlatego wam to wszystko mówię. Tylko tak piszcie, żeby nas jeszcze na koniec nie wysłali do więzienia. Łukasz Grajewski, Mirosław Jankowiak Łukasz Grajewski - ur. 1985. Socjolog, absolwent Studium Europy Wschodniej UW. Pracuje w trzecim sektorze, prowadzi projekty edukacyjne i kulturalne w państwach Europy Wschodniej. Redaktor portalu o Partnerstwie Wschodnim Mieszka w Warszawie. Mirosław Jankowiak - ur. 1979. Filolog i kulturoznawca, adiunkt w Instytucie Slawistyki PAN, ekspert do spraw Białorusi i Łotwy w Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego. Zajmuje się Białorusią, Łotwą oraz Polakami zamieszkującymi obszar b. ZSRR. Mieszka w Legionowie. opr. aś/aś Kęs Lyrics[Zwrotka 1: Hans]Tej sprawdź noCzy kęs z nagąCiężko strawną prawdąPrzejdzie ci przez gardłoCi co spadną na dno kradnąModlą się bo pragnąNie wpaść głębiej w bagnoZ nieba niestety nic im nie spadłoWięc się karmią manną, którą sami zgarnąI jak tu wierzyć diabłomCzy też bogomŻe w ogóle cokolwiek mogąGdy tu spryt zapewnia bytSumienie to wstydTrzeba żyć z owocyNierzadko zebranych przy pomocy nocyW bajce po drugiej mańceStań se nad krańcem przepaściDzielącej nas jak konie według rasy na klasyCi lepszej maści i CI ŹLI chwastyŻyć na ostrzu pod ostrzałem losuPośród chaosu odnaleźć sposóbBy uniknąć ciosówDbam o swoje więc utwierdzam swoja zbrojęStoję, gdy padam wstaję i oddajeNadstaw mi drugi policzekTo cię przećwiczęBędę ostatnim który wymierzy ci biczePierwsze będzie życieNie jesteś wilkiem? To Lepiej milczećBo wilcze stado wybiera zawsze to słabąNie bać się by nie dać się zrobić ofiarąTrzeba mieć jaja w realiachBy nie być jak fajansZdeptają cię jak jesteś kruchyRozdziobią nas kruki, wrony na strzępyCzekają aż powali się następnyLegalni przestępcy, urzędowe sępyHieny w mundurach, szczury w garniturachPrzeciwnik przeciw nim to mój rap i nasza kultura!Przed wami stanę jak lustrzane odbicieW którym wy zobaczycie życieSłyszycie na płycie jasno czysto wszystkoTak to o tym jak upodleni upadliśmy nisko[Refren 1: Hans]"Tylko umarli widzieli koniec wojny"Przyparli teraz nas do muru więc się brońmyTylko uczciwi pozostaną dłużej żywiBędą umierać powoliTak znacznie bardziej boliWięc zastanów się co wolisz[Zwrotka 2: Hans]Jak ci to smakuje? Lepiej się poczułeś?Już pojmujesz? Skontrastujesz?To co truje co mamiZ tym co buduje co karmiWybrałeś ten krążek? Dobrze!To jest wiksaCo uwolni cię z MatrixaSłuchaj tego miksaPosypie ci prawda słoną jak solą prosto w oczyTo co w oczy kole koleśMa boleć i boli koleśTeraz pomyśl co to jestTo przecież twoje życie nie mojeŁatwiej jest się staczaćNiż staczać walkę co dzieńNa głębokiej wodziePrzeszkoda po przeszkodzieAle to nie w modzieMłodzież woli drogę krętąDać ponieść się zakrętomSzybkie tępo, krótki dystansBrzęk szkła, lęk trwa chwilęPotem parę dni do przodu lub parę lat w tyleNie kradnij! Rząd nie lubi konkurencjiLecz nie każdy możeI niech bóg mu pomożeStworzyć możliwości, by żyć w uczciwościSystem tak żałosny, zawęża możliwościŁatwiej jest żyć gdy ci nie zależyO ile trudniej pozbyć się złudzeńŻyjąc inaczej raczej nie jest już tak smacznie8 godzin pełen etat powrót na kolacjęJedno życie szansa jednaBędziesz niósł swój krzyż w mękachDroga krzyżowa będzie ciężkaPełna wroga droga do zwycięstwaDobrobyt to przynętaPieniądz to rzecz świętaChciałbyś poczuć w swoich rękachChcesz go mieć? Naucz się klękaćTo zostawia piętnaJest bardziej pamiętnaNiż piękna chwila szczęściaZ Dębca jeden o dwóch zaciśniętych pięściachUczucie szczęścia to tylko chwilaBól i krzywda tego się nie zapomina[Refren 2: Hans]Nie ma się co bawićTrzeba to przełknąćI się nie zadławićPopić i strawićPrzestać się mamićGdy trzeba ranić- By sam nie krwawićGdy możesz karmić- By innych zbawićNie wierz w cudaJesteśmy teraz i tutaj[Tekst i adnotacje na Rap Genius Polska] Mówi się, że Rosja jest izolowana na całym świecie z powodu swojej brutalnej wojny napastniczej. Tak nie jestW ONZ szereg państw wstrzymało się przy głosowaniu potępiającym agresję na Ukrainę, w tym te najliczniejsze – Chiny i IndieZachód i NATO wcale nie są tak zjednoczone przeciw Putinowi, jak czasem się to przedstawia. Przykładem pęknięć są Turcja i WęgryBędący bliskim sojusznikiem USA Izrael nie uczestniczy w sankcjach ani nawet retorycznie nie wspiera UkrainyWięcej informacji znajdziesz na stronie głównej OnetuPierwsza nieścisłość – mówi się, że Rosja jest izolowana na całym świecie z powodu swojej brutalnej wojny napastniczej. Tak nie jest, że 35 rządów, reprezentujących 4,052 mld ludzi, wstrzymało się od głosu na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ 2 marca, zachowując tym samym neutralność wobec Putina. W kolejnym głosowaniu 24 marca, a więc już po tym, jak świat obiegła informacja o atakach na oddział położniczy w Mariupolu, już nie mniej, ale trzy państwa więcej nie chciały potępiać wojny nich są Indie, największa demokracja na świecie z populacją liczącą prawie 1,4 mld ludzi. Minister spraw zagranicznych Indii Subrahmanyam Jaishankar i minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow spotkali się ponownie w ostatni weekend. Ławrow, po tym jak przyjął go premier Modi, powiedział: – Jesteśmy przyjaciółmi. Doceniamy, że Indie patrzą na tę sytuację całościowo, a nie spraw zagranicznych Indii Subrahmanyam Jaishankar i minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow - SHAMIL ZHUMATOV / PAPRządowi Modiego to się opłaca. Rosyjska ropa płynie teraz po korzystniejszych stawkach. Poza tym Indie kupują od Rosji prawie połowę swojego sprzętu część artykułu pod materiałem i 16 innych państw afrykańskich również nie sprzeciwiło się Radzie Bezpieczeństwa ONZ nawet Zjednoczone Emiraty Arabskie, najbliższy partner USA w świecie arabskim, wstrzymały się od głosu. W tym regionie świata nieliczni porównują wojnę Putina z kampanią George'a W. Busha w Iraku, która również naruszyła prawo w NATODruga nieścisłość – Zachód i NATO są zjednoczone w walce przeciwko Putinowi. Tak też nie jest. Przy bliższym spojrzeniu można dostrzec przykład Turcja, członek NATO, nie uczestniczy w uzgodnionych sankcjach gospodarczych. Erdogan nie postrzega siebie jako antyputinowskiego bojownika, ale jako członek UE, gdzie w niedzielę premier Viktor Orbán wygrał wybory parlamentarne ze swoją narodowo-konserwatywną partią Fidesz zaskakująco wyraźną przewagą głosów, również nie chcą psuć stosunków z Putinem. Uczestniczą w sankcjach gospodarczych, ale nie udzielają pomocy wojskowej rządowi w Kijowie. Inne państwa UE również nie mogą dostarczać broni do Ukrainy przez terytorium Węgier. Rozumowanie Orbana wygląda w ten sposób – nie ponosimy żadnej odpowiedzialności moralnej wobec Ukrainy i nie musimy się usprawiedliwiać przed narodem ukraińskim, ale przed Węgier Viktor Orban - PAP/EPA/ZOLTAN FISCHER / HUNGARIN PRIME MNISTER OFFICE / HANDOUTIzrael, tradycyjnie jeden z najbliższych sojuszników USA, dystansuje się od Zachodu także w kwestii Putina. Ani nie wspiera retorycznie Ukraińców, ani nie uczestniczy w sankcjach gospodarczych. Premier Naftali Bennett wydał skromne oświadczenie, które Putin może uznać za aprobatę – "Izrael podziela międzynarodowe zaniepokojenie poważną eskalacją konfliktu w regionie i ma nadzieję, że uda się znaleźć dyplomatyczne rozwiązanie".Nawet Niemcy – o czym wszyscy w tym kraju wiedzą – nie spieszyły się z rezygnacją z Nord Stream 2 i dostarczaniem Ukraińcom sprzętu wojennego. Nawet podczas swojej inauguracyjnej wizyty w Waszyngtonie dwa miesiące temu Olaf Scholz nie był w stanie wypowiedzieć się jednoznacznie w żadnej z tych dziś ogłoszony przez kanclerza – z opóźnieniem i pod naciskiem amerykańskim – "historyczny przełom" nie dotyczy najważniejszych stosunków gospodarczych z Rosją, czyli sektora energetycznego. Rządzący w Berlinie nie chcą angażować się w embargo, ponieważ wtedy Niemcy narażałyby nie tylko swoje uczucia, ale i dobrobyt. Widać, że rząd bardziej boi się recesji niż zbrodni wojennych Putina w – Rosja nie znajduje się w komfortowej sytuacji geopolitycznej, ale sytuacja Putina nie jest też beznadziejna. Utrzymuje go sieć zależności politycznych i ekonomicznych, zręcznie przędzona przez dziesięciolecia. Platon nie mógł znać Putina, ale podejrzewał, że dla potężnych wojna i pokój nie są kategoriami moralnymi, lecz kategoriami władzy i polityki, gdy mówił "tylko umarli widzieli koniec wojny".Szef serwisu informacyjnego The PioneerŹródło:The PioneerData utworzenia: 4 kwietnia 2022, 12:07Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie znajdziecie tutaj.

tylko umarli widzieli koniec wojny